Władysław Waliszczak zaginął ponad dwie dekady temu. Po roku jego żona zgłosiła, że go odnalazła – z jej zeznań wynikało, że pojechał do Niemiec i tam założył nową rodzinę. Okazało się, że to kłamstwo.

Dramat za zamkniętymi drzwiami

Mężczyzna był znanym w Bogdanowicach nadleśniczym. Jak się okazuje, jego sława nie dotyczyła osiągnięć zawodowych czy społecznych. Po 25 latach mieszkańcy wsi przerwali zmowę milczenia. Władysław przez wiele lat nadużywał alkoholu i znęcał się nad swoją rodziną. Był nieobliczalny i regularnie dopuszczał się do przemocy domowej.  Sąsiedzi próbowali reagować. Na próżno. Gdy zaginął, wszystkim ulżyło…

Sprawa powróciła, gdy Iwona i Marek Krzywiccy natknęli się podczas prac na swojej posesji na ludzkie szczątki. Policyjni technicy odnaleźli przy nich guziki należące do ubrań WładysławaWaliszczaka . Pozostało pytanie: jak zginął?

Zabójstwo w obronie własnej

Pewnej nocy Władysław Waliszczak kolejny raz wrócił do domu pijany i agresywny. Jego żona próbowała ochronić siebie i córkę. Wzięła to, co było pod ręką i próbowała ogłuszyć go młotkiem do tłuczenia mięsa. Mężczyzna zmarł.  Zrozpaczona kobieta zwróciła się o pomoc do sąsiada, Bronisława W. Postanowili zakopać ciało na pobliskim polu. Wkrótce potem kobieta z całą rodziną wyprowadziła się z Bogdanowic.

- Zabrakło pięciu lat, żeby sprawa uległa przedawnieniu. Alina Waliszczak została aresztowana.  Jej córka Jagoda oraz sąsiad Bronisław odpowiedzą za ukrywanie informacji o zabójstwie. W obu przypadkach sąd z pewnością weźmie pod uwagę wszystkie okoliczności łagodzące. Mamy zeznania sąsiadów rodziny. – poinformował nas podkomisarz Tadeusz Pawlicki.

Po 25 latach rodzina Waliszczków ponownie musiała zmierzyć się z mrocznymi duchami przeszłości.  Wszyscy wiedzieli o tym, co dzieje się w domu nadleśniczego, ale nikt nie podjął wystarczających kroków. Czy tej tragedii można było uniknąć? Odpowiedzi na to pytanie nie poznamy…