Pracownicy firmy „W&J Call Center” zatrudniali się tam, bo często nie mieli innego wyjścia. Była to ich jedyna szansa na to, aby zarobić jakiekolwiek pieniądze na utrzymanie rodziny. W pracy przeżyli horror - pracodawcy regularnie dopuszczali się mobbingu.

„W&J Call Center” to pierwsza tego typu firma w Barczynie. Została założona przez dwóch braci – Jacka i Wiktora K., którzy notorycznie znęcali się nad swoimi pracownikami, wykorzystując ich trudną sytuację finansową. Często grozili im wyrzuceniem z  pracy lub zmniejszeniem pensji. Powód? Niewyrobienie horrendalnie wysokich norm sprzedaży.

Pracownicy byli traktowani niczym niewolnicy - często byli bici, przerwy były surowo zakazywane, nie można było  jeść ani pić.  W najgorszej sytuacji znajdowały się kobiety, dochodziło do przemocy seksualnej.

Dariusz Bialik pracę w „W&J Call Center” przypłacił zdrowiem psychiczym. Mobbing spowodował atak psychozy, a mężczyzna wylądował w szpitalu. W wyniku stresu w pracy dostał nawrotu schizofrenii.  To dzięki jego zgłoszeniu udało się ustalić co tak naprawdę dzieje się w firmie. Mężczyzna przekazał naszej redakcji video, które pokazywało gehennę pracowników. Po otrzymaniu materiałów zorganizowaliśmy prowokację.  Recepcjonistka Pulsu Dnia – Barbara Michałkow -  podjęła pracę w firmie i zdobyła obciążające firmę nagrania z ukrytej kamery.

Jacek i Konrad K. zostali aresztowani, a sprawa będzie miała swój finał w sądzie. Wszyscy pracownicy „W&J Call Center” zdecydowali się zeznawać przeciwko swoim pracodawcom. Proces będzie długi, ale zważywszy na zebrane dowody, właściciele Call Center mogą trafić do więzienia na długie lata.