Głównym dowodem, który doprowadził do skazania Sebastiana Wójcika, były ślady na ciele ofiary. Przed laty biegli nie mieli wątpliwości, że to on jest winnym gwałtu na 15-letniej Darii R.  Okazało się, że padł ofiarą zemsty byłej partnerki.

Rodzice nie umieli się nią zająć. Nie miała ładnych ubrań, nie udzielała się na portalach jak inni, bo nie miała się czym pochwalić. To dlatego Daria R. zgodziła się na propozycję  Luizy B., którą poznała podczas swojego pobytu w domu dziecka. Luiza B., kuratorka i wychowawczyni, szantażowała piętnastolatkę powrotem do placówki. Dlatego złożyła jej propozycję  oraz pieniądze za wrobienie swojego byłego partnera – Sebastiana W. - w gwałt.  Jej celem było to, aby Sebastian Wójcik został pozbawiony  kontaktów z córką.

Plan Luizy B. wypalił. Kobieta spreparowała ślady biologiczne na ciele dziewczynki i wezwała policję. Niewinny mężczyzna został oskarżony i skazany na osiem lat pozbawienia wolności. W więzieniu spędził pięć lat, podczas których był prześladowany i maltretowany przez współosadzonych.

- Osoby, które są skazane za czyny, o które oskarżono mojego klienta, zajmują najniższe miejsce w więziennej hierarchii.  I tak też są traktowane przez pozostałych więźniów oraz strażników. Sebastian przeżył prawdziwy koszmar, z którym będzie się musiał zmagać jeszcze przez wiele lat – tłumaczył prawnik Wójcika, Henryk Kowalski.

W zeszłym tygodniu Sebastian Wójcik opuścił warunkowo zakład karny, ale nie uwolnił się od przeszłości. Wciąż był ofiarą linczu – sąsiedzi próbowali dokonać na nim samosądu. W jego domu wybito szybę, a on został ciężko pobity i trafił do szpitala.

Czy Luzia B. zostanie oskarżona?

Nagonka trwałaby dalej, ale dzięki czujności dziennikarzy „Pulsu dnia”, spisek byłej konkubiny wyszedł na jaw. Luiza B. została tymczasowo zatrzymana i stanie przed sądem m.in. za krzywoprzysięstwo i jego wymuszanie. Kuratorka domu dziecka nie przyznaje się do winy i nie komentuje sprawy. Dzięki naszym nagraniom z samosądu, policja ujęła również sprawców pobicia.

- Nie będziemy tolerować publicznego linczowania. Rozumiemy emocje, które targały mieszkańcami, ale od wymierzania sprawiedliwości jest policja oraz sąd. Jak widać nawet my potrafimy popełniać błędy, za co przepraszamy pana Sebastiana Wójcika. Winni samosądu zostali ujęci i czekają na wyrok sądu – powiedział nam komendant miejskiej policji, st. asp. Tadeusz Kaźmierczak.

Sebastian Wójcik został uniewinniony przez Sąd Najwyższy i może starać się o odszkodowanie.